Ty: Ok, Louise, wiem. Zajmę się małą Lux jak najlepiej będę potrafiła. Zrobię jej kolacje i połóż spać o dwudziestej.
Louise: Okej wierze - uśmiechnęła się ciepło - i jeszcze raz dziękuję - pocałowała mnie w prawy policzek i wyszła z mieszkania zamykając za sobą drzwi.
T: To co chcesz robić, króliczku?
małaLux: Ciasia.
T: Okej, to zapraszam do kuchni. - wskazałam drzwi do wcześniej wymienionego pomieszczenia.
Zrobiłyśmy ciasta, ozdobiłyśmy je kolorowym lukrem. Bawiłyśmy się lalkami Barbie, kiedy mała zapytała
mL: Pokazać ci coś fajnego i słodkiego?
T: Powinnam się bać? - zaśmiałam sie lekko.
mL: Nie - zawtórowała mi chichotem.
T: To bardzo chętnie.
Dziewczynka chwyciła moją rękę i pociągnęła mnie w stronę salonu, gdzie posadziła mnie na kanapie i wyszła. Po chwili wróciła z albumem. Otworzyła go na jednej z pierwszych stron.
mL: To jest zespół, który ubiera moja mama. Nie uważasz, że są przesłodcy? - zaśmiałam się serdecznie.
T: Są przecudowni - uśmiechałam się szeroko, choć wewnątrz tarzałam się ze śmiechu. - O szczególnie ten tu wysoki - wskazałam na chłopaka w brązowych włosach z grzywką - przystojniak.
mL: To Liam. Dobry wybór, ale ja kocham Nialla-żarłoka - mała wskazała jedynego blondyna na zdjęciu.
T: A propo. Co jemy na kolacje?
mL: Tosty.
T: Ok. To ja idę zrobić, a ty pod prysznic i stawić się czysta w piżamie i kapciach.
Mała zaśmiała i pobiegła do łazienki. Wsadziłam jeszcze dwa jeszcze nie upieczone tosty do opiekacza i czekałam. Po paru minutach były gotowe. Powtórzyłam czynność i położyłam dwa talerze z gotowym przysmakiem na stole. Nalałam do szklanek sok pomarańczowy. Mała wróciła minutę później, teraz miała na sobie niebieska piżamkę w kotki.
mL: To prezent od Harrego - pochwaliła się, siadając do stołu.
Zjadłyśmy posiłek w ciszy, każda zajęta swoimi myślami.
T: Dobra, a teraz koleżanka leci do łóżka - wstałam i włożyłam brudne talerze i szklanki do zlewu.
mL: Jeszcze nie. Zaśpiewasz mi coś?
T: Nie
mL: Jak byłam mała to mi śpiewałaś.
T: Bo wtedy tego potrzebowałaś żeby zasnąć.
mL: No proszę - zaczęła skakać na około mnie. - Proszę, proszę, proszę.
T: No dobrze, ale mam jeden warunek. Musisz dokładnie słuchać słów. Ok?
Mała polowała główką. Obydwie przeszłyśmy do salonu ja usiadałam przy pianinie, a oba na sofie. Dotknęłam palcami klawiatury i zaczęłam śpiewać Beautiful Christiny Agilery.
'couse you are beautiful
no metter what they say
Yes words cant bring you down
W tym samym czasie Louise otworzyła cicho drzwi do mieszkania.
Louise: Liam, jakbyś mógł wnieść je proszę do kuchni - spojrzała na chłopaka, który pomógł jej tachać wszystkie torby.
Liam: Nie ma problemu.
Lu: A może zostaniesz na kolacji? Poznasz moja przyjaciółkę.
Liam nie zdążył odpowiedzieć, ponieważ obydwoje ucichli słysząc śpiew dochodzący z pokoju. Głos zdecydowanie należał do dziewczyny, bardzo utalentowanej dziewczyny. Obydwoje spojrzeli przez drzwi do salonu. Tyłem do nich przy fortepianie siedziała brunetka, a mała Lux wpatrywała się w nią niczym obrazek.
Starałam się śpiewać tak, żeby jak najwięcej sensu słów piosenki doszło do dziewczynki. Kiedy skończyłam przez chwile panowała cisza, a potem Mała zaczęła klaskać podeszła do mnie, a ja odwróciłam się w jej stronę.
T: Nigdy nie pozwól, żeby ludzie zniszczyli twoje marzenia. Zawsze chodź z podniesiona głową. Bądź pewna siebie, ale nie zarozumiała. Będziesz pamiętać? - Lux pokiwała głową, a ha pocałowałam ją w czoło. - A teraz zmykaj do spania. Zanim wróci mama i zobaczy ze nie śpisz.
Lo: Za późno. Już tu jestem - usłyszałam głos mojej przyjaciółki, jak na komendę obie odwróciłyśmy się w jej stronę.
mL: Ups.
Lo: Dzisiaj ci odpuszczę. Idę robić kolacje, a ty młoda damo do łóżka.
mL: Idę, ale zabieram (t.i.)! I Liama też - złapała najpierw mnie za rękę później chłopaka, którego dopiero teraz dostrzegłam, jednego z klientów Louise i zaczęła ciągnąć nas w stronę swojego pokoju.
T: Lou, nie potrzebujesz pomocy? - odwróciłam się w stronę przyjaciółki.
Lo: Nie, idźcie.
Gdy weszliśmy do pokoju Mała wskazała fotel.
mL: Siadajcie.
Wręczyła chłopakowi do ręki książkę, a sama położyła się na łóżku.
mL: Nie martwcie się to skrócona wersja Alladyna - uśmiechnęła się. Chłopak spojrzał na mnie.
Li: Siadaj ja postoje.
T: Nie ja postoje, nasiedziałam na dole.
Li: To może siądziesz mi na kolana i wszyscy szczęśliwi?
T: Wiesz dopiero cię poznałam, a właściwie nie - wyciągnęłam rękę w jego stronę - (t.i.).
Li: Liam - chwycił mogą ręka, chwile potrząsał, a potem chwycił mocniej i okręcajac mnie o oku mojej osi siadł na fotel, a mnie posadził sobie na kolanach. - Naprawdę, nie gryzę.
Cała nasza trojka zaśmiała się lekko.
mL: Teraz czytamy.
Li: Na role czy po stronie?
T: Role płcią, a narratora stronami.
Przeczytanie książeczki zajęło na nie dłużej niż piętnaście minut. Później ja i Liam pocałowaliśmy Małą w czoło i zeszliśmy na dół do jej mamy.
Lo: To co, jemy?
T: Ja tylko sałatkę - uśmiechnęłam sie - jadłam z Lux tosty.
Lo: Nie ma problemu, siadajmy.
I siedliśmy. W czasie posiłku co chwila wybuchaliśmy cichym śmiechem, nie chcieliśmy obudzić małej. Cały czas spędzony u mojej przyjaciółki mijał mi bardzo miło, ale musiałam już iść do domu.
T: Dzięki za kolacje, Louise. Ja już muszę iść. Liam, miło było cię poznać.
Li: Może cię odprowadzić?
T: Nie trzeba, pewnie masz ciekawsze rzeczy do robienia.
Li: Niż spacer z piękną dziewczyną? Nie sądzę – słysząc komplement spłonęłam rumieńcem.
Pożegnaliśmy się z Louise, która co chwila rzucała mi znaczące spojrzenia.
Szliśmy wolno chodnikiem opowiadając sobie o swoim życiu. Bardzo polubiłam Liam I wcale nie czułam, że znamy się tylko parę godzin. W pewnym momencie szliśmy w ciszy, którą przerwał chłopak
Li: Wiem, że nie znamy się długo ale czy mógłbym złapać cię za rękę? – słysząc co powiedział puścił buraka. – Boże jak to brzmi.
Zaśmiałam się cicho i splotłam swoje palce z jego.
T: To tylko trzymanie za ręce – uśmiechnęłam się – przecież nie poprosiłeś, żebym cię zgwałciła – teraz obydwoje wybuchnęliśmy śmiechem.
Po chwili doszliśmy pod drzwi mojego domu.
T: Dziękuję, Liam – nadal nie puszczałam jego ręki.
Li: Naprawdę nie ma za co. Chociaż. . . Czekaj chcę coś w zamian.
T: Co? – zaintrygował mnie.
Li: Twój numer.
Wyciągnęłam z torebki czarny pisak i nasmarowałam mu na ręce szereg cyfr, na końcu dorysowałam serduszko.
T: Do zobaczenia, mam nadzieję – cmoknęłam go w policzek i weszłam do domu zamykając za sobą drzwi.
Mam nadzieję że się podoba imagin nie jest mój.....
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz